Rozdział 2. Łączniczka
-Dzień dobry Panno Granger.
-Dzień dobry.
Każdy dzień wyglądał tak samo. Ci sami ludzie, czytanie ustaw, odpowiadanie na listy, te same czynności. Hermiona czuła, że po opublikowaniu Ustawy Odmieniającej Warunki Pracy i Życia Skrzatów Domowych jej zapał do pracy zmalał. Wszak to było wszystko o co jej chodziło - chciała poprawy życia skrzatów domowych. Kingsley przystał na wszystkie jej propozycje i ustawa weszła w życie natychmiastowo. Z raportów, które dostawała od skrzatów wynikało, że 98 % jest zadowolonych z poprawy warunków pracy, a także czarodzieje pochlebnie wyrażali się o jej pomysłach. Niestety dochodziło też do łamania prawa, dlatego Hermiona wraz z Komisją do Spraw Eksperymentalnych Zaklęć wynalazła zaklęcie wykrywające i alarmujące Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów o karaniu skrzatów z użyciem różdżki, czy też siły. Testy mają zakończyć się pod koniec sierpnia, a status prawny będzie nadany zaraz po pozytywnej opinii Komisji i będzie można już oficjalnie za pomocą owego zaklęcia ścigać osoby, które dopuszczają się, w jej mniemaniu, tortur na skrzatach. Niestety do końca sierpnia zostało jeszcze ponad miesiąc i dziś Hermiona miała przeżyć kolejny nudny dzień. Nie bardzo lubiła pracować z goblinami i uczyć się ich języka, nie lubiła też trolli, z którymi również musiała mieć do czynienia. Coraz częściej myślała o zmianie pracy. Nie wiedziała jednak co mogłaby robić, więc tkwiła w miejscu.
Weszła do swojego jasnego biura i natychmiast została zasypana listami od sześciu sów, które czekały na nią przy oknie. Hermiona usiadła i zaczęła czytać listy. Trzy z nich napisali czarodzieje krytykujący jej zaklęcie do wykrywania karania skrzatów za pomocą magii. Drugi z nich był od Nimbostratusa - głównego goblina zarządzającego bankiem Gringotta.
Szanowna Pani Granger,
proszę o wizytę w banku jutro w godzinach popołudniowych. Potrzebujemy kogoś z Ministerstwa do przekazania nam statusu nowych skarbów przywiezionych z Japonii. Pan Amos Diggory wyznaczył Panią do tego zadania.
Z poważaniem
Nimbostratus,
Dział Statusu Prawnego Największych Skarbów Goblinów.
-Oh, doprawdy? - warknęła Hermiona - Diggory mnie wyznaczył? Sam nie może pójść? Kobietą się zawsze wysługuje! Chyba powinnam napisać ustawę zakazującej bycia leniem- mówiła do siebie głośno.
Nie chciało się jej iść do Gringotta. Zawsze wiązało się to z nadgodzinami, za które nikt jej nie raczył zapłacić. Nigdy nie mogła się dogadać z Nimbostratusem, który był gderliwy i nigdy nie podobał mu się jaki status przyznano skarbom. Hermiona otworzyła następny list, który był od Cresswella z rozkazem, by jutro udała się do Gringotta. Natomiast ostatni z listów przyniesionych przez sowy, był od Ginny.
Droga Hermiono,
Wpadnij do nas w sobotę. Harry gotuje! Będzie co jeść! A tak serio, tęsknię za Tobą. Tak dawno się nie widziałyśmy. Myślałam, żeby zaprosić Lunę i byśmy sobie zrobiły babski wieczór. Uprzedzam Cię, że niestety będzie Ron. Harry uparł się, że jego też mamy zaprosić na kolację, bo to jego najlepszy przyjaciel. Właściwie to wciąż nie wiem czy się na niego gniewasz.. Minęło już dużo czasu... Liczę, że mimo jego długiego nochala Ty też przyjedziesz!!! Niech chłopaki siedzą sobie sami a my poszalejemy we trójkę!!!!!
Kocham Cię,
Ginny.
PS. Luna właśnie odpowiedziała, że będzie, to Ty też musisz!!!!
Pa!
Hermiona uśmiechnęła się do listu Ginny. Oczywiście, że przyjdzie na babski wieczór. Co z tego, że będzie Ron? Już dawno się z nim pogodziła i wrócili do przyjacielskich stosunków. Nie wiedziała tylko czy Ron przestał pić. Po śmierci Freda całkowicie się rozpił. Nie chciał skorzystać z pomocy terapeuty jak Harry i Hermiona, nie zdał żadnego z testów aurorskich, mimo dwuletniego kursu. Upadł naprawdę nisko, dlatego ich związek się rozpadł. Hermiona próbowała go ratować przez długie trzy lata. W końcu zrozumiała, że nie da się, ponieważ Ron tego nie chce. W końcu podczas jednej z kłótni powiedział jej, żeby wypierdalała z domu. Dosłownie. Że jej nie kocha. Hermiona zrobiła to co powiedział. Mimo przeprosin, które następowały przez 8 miesięcy od tego wydarzenia, mimo odwyku, na który poszedł, stwierdziła, że nigdy nie wróci do niego. Miłość, którą go darzyła została zatopiona w kolejnej szklance whisky, którą przykładał do ust. Nie da się jej już reanimować. Odłożyła listy i wzięła się do pracy.
________________________________________________________________________________
***
Malfoy wstał do pracy w złym humorze. Przypomniał sobie zeszły dzień i na dodatek przez całą noc śniła mu się matka. Był do niej przywiązany. Kiedy był nastolatkiem miał dość jej nadopiekuńczości, natomiast teraz wiedział dlaczego taka była i dużo by dał by nie była tam gdzie jest teraz. Podczas śniadania zastanawiał się jak przeżyła noc w celi w Azkabanie. Czekając na proces przebywała wraz z ojcem w areszcie w Ministerstwie, gdzie było dość wygodnie. W każdym razie mieli łóżko. Natomiast słyszał, że w Azkabanie więźniowie śpią na podłodze wyścielonej słomą. Nie wiedział czy to prawda, ponieważ nigdy tam nie był. Wiedział, że może ich odwiedzić dopiero w sierpniu i to po uzyskaniu zgody Ministra Magii i Głównego Aurora czyli Pottera. Na samą myśl, że będzie musiał prosić go o pozwolenie robiło mu się niedobrze.
Udał się do pracy w ponurym nastroju. W banku został zasypany stosem papierów, które wypełniały dwa pękate pudła. Goblin, który je przyniósł rzucił tylko:
-Do obliczenia i podpisania do poniedziałku.
Był czwartek. Zacisnął zęby, odgarnął jasne włosy z czoła i zabrał się do pracy.
________________________________________________________________________________
***
Nimbostratus nie będzie zadowolony ze statusu skarbów. - pomyślała Hermiona patrząc co wpisano w dokumentach, które miała dziś po południu dostarczyć do Gringotta. Wszystkie 17 skarbów - od pierścieni ze szmaragdami i diamentami, po zbroje i miecze oraz diademy -wszystko zostało zapisane jako własność czarodziejów. Już wiedziała, że Nimbostratus będzie przy niej sprawdzał wszystkie uzasadnienia, dlaczego wydano taką decyzję a nie inną. Wyciągnie to swoje opasłe tomisko i będzie szukał wzmianki o tych skarbach na jednej z czterech tysięcy kartek. Chciała dziś szybko skończyć pracę, żeby do Gringotta dostać się jeszcze przed drugą. Wykonywała wszystko w ekspresowym tempie. Ku jej zadowoleniu, za dwadzieścia druga opuściła Ministerstwo i udała się na Ulicę Pokątną. Z daleka zobaczyła sklep Weasleyów i kolejkę sięgającą kilku metrów. Uśmiechnęła się. Cieszyła się, że George i Ron tak dobrze sobie radzą. Skierowała swoje kroki ku białemu gmachowi banku. Gdy weszła do głównej sali zerknęła na podłogę, którą żyjący w podziemiach smok, zniszczył kiedyś, by wydostać się na wolność razem z Harrym, Ronem i Hermioną uczepionych jego grzbietu. Dziś po zniszczeniach nie było śladu - podłoga była tak samo biało - szmaragdowa jak przedtem.
-Jest Pani! - usłyszała skrzek ze swojej prawej strony. Nibostratus spieszył w jej stronę. Był to bardzo stary goblin, o bardzo gburowatej twarzy, okropnie długim spiczastym nosie i uszach. Nie miał prawie zębów, a te które miał były małe i wyglądały na ostre jak u piranii. Świdrował ją swoimi czarnymi pustymi oczami. Ruszyła za nim do jego gabinetu, który mieścił się w komnatach po prawej stronie, za rzędami urzędników. Jego gabinet był bardzo mały. Hermiona musiała się schylać by przejść przez drzwi. Dała goblinowi wszystkie dokumenty i usiadła by mógł to wszystko sprawdzić. Tak jak sądziła Nimbostratus przyniósł swój tom Historii i Ewidencji Skarbów i z wielkim niezadowoleniem przyznawał rację, że skarby nie zostały zrobione przez gobliny. Trwało to ponad dwie godziny. Hermiona strasznie się nudziła. Nie zaproponowano jej nic do picia, a dzień był wyjątkowo gorący. Szata kleiła jej się do sukienki. Żałowała, że nie założyła niczego krótszego. Dla zabicia czasu rozglądała się po książkach, ale wiedziała, że nie może żadnej dotykać. Podczas swojej pierwszej wizyty tutaj - ponad dwa lata temu - pierwsze co zrobiła, gdy zorientowała się, że sprawdzanie statusu skarbów potrwa wieki, to sięgnęła po książkę o wyjątkowo zachęcającej okładce ze złota, której jeszcze nigdy nie czytała. NImbostratus zrobił jej wówczas awanturę i oskarżył o kradzież. Odmawiał potem widywania się z nią, czego Hermiona wcale nie żałowała. Niestety przeszło mu to po paru miesiącach a ona, jako najmłodszy pracownik Depretamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami została wysyłana do wysłuchiwania jego marudzenia.
-Wygląda na to, że niestety wszystko zostało dobrze oznaczone - powiedział goblin swoim okropnym skrzeczącym głosem patrząc na Hermionę, której twarz była cała mokra od potu a policzki czerwone z gorąca.
-Za każdym razem jest dobrze - powiedziała Hermiona niezbyt uprzejmie - Niestety - dodała uprzejmie, bo goblin już zacisnął swoje długie pazury na książce. - Czy mogę już iść? - zapytała wstając.
-Tak, tak. - zaskrzeczał goblin - Proszę tędy - wskazał jej zupełnie niepotrzebnie drzwi.
Hermiona wyszła pierwsza, goblin za nią. Szybko wyskoczyła na zewnątrz zamierzając kupić sobie coś do picia. Było nieznośnie gorąco. Zbiegła ze schodów banku na ulicę pełną roześmianych dzieci i ich rodziców, a także nastolatków pokazujących sobie gadżety z Magicznych Dowcipów Weasleyów i wybuchających przy tym śmiechem. Jeden z chłopców wziął do buzi nieciekawie wyglądającego cukierka i obficie zwymiotował do kosza na śmieci. Hermiona przypomniała sobie gdy na piątym roku została prefektem chciała Fredowi zabrać te Wymiotki Grylażowe. Zamyśliła się, obserwując chłopców, którzy mieli na oko tyle lat co ona, gdy sprzeciwiała się wynalazkom bliźniaków. Tyle lat po ich wynalezieniu cieszą się nadal niesłabnącą popularnością. Ze wspominek wyrwał ją ból w plecach. Ktoś ją popchnął. Odwróciła się.
________________________________________________________________________________
***
Granger.
Malfoy zamarł. Potknął się o szatę spiesząc się do domu i wpadł na tą kędzierzawą miłośniczkę skrzatów. Wykrzywił usta ale powiedział:
-Przepraszam. - i odwrócił się w lewą stronę by jak najszybciej uciec stamtąd.
-Malfoy? - zapytała ze zdziwieniem Granger.
Draco zatrzymał się i odwrócił. Nie wiedział właściwie dlaczego to robi.
-No ja, nie widać? - powiedział uśmiechając się kpiąco.
Hermiona przyglądała mu się. Zauważył, że przytyła i ma dziwnie świecącą twarz.
-Pracujesz tutaj? - zapytała pokazując na Gringotta i na jego teczkę, w której trzymał część stosu papierów, które miały być gotowe na poniedziałek, a których jeszcze nie zdążył dzisiaj i wczoraj zrobić.
-A co, piszesz książkę o Malfoyach? - zakpił Draco i wykrzywił usta.
-Nie bądź śmieszny - powiedziała wyniośle.
O tak nic się nie zmieniła, ta sama przemądrzała Granger - pomyślał Draco z obrzydzeniem.
-No to nie będę udzielał Ci informacji o sobie za darmo - powiedział i odwrócił się.
-Tak się składa, że idę w tę samą stronę - powiedziała doganiając go.
-Świetnie - burknął. Nie chciał z nią iść i nie rozumiał po co ona idzie z nim. Chyba ze zwykłej złośliwości. Albo umiera, że nikt nie słucha jej pieprzenia od rana do nocy jak to kiedyś bywało.
-Nie martw się opuszczę Cię przy Dziurawym Kotle - powiedziała wpatrując się w niego.
-Dziękuję niebiosom. - odrzekł zdawkowo. - A Ty co? Co Ty tutaj robisz? Przecież pracujesz dla Shacklebolta.- zapytał.
-Tak, ale jestem też łączniczką z Gringottem. Jestem tu co pół roku lub częściej i nigdy Cię nie widziałam. - powiedziała niby z zaciekawieniem, ale Malfoy wiedział o co jej chodzi. Nagromadziła się w nim złość, która trzymał w sobie od trzech dni i w końcu nadarzyła się okazja by ją na kimś wyładować. I to na tej szlamie!
-Dobrze wiesz, że ukrywałem się z rodzicami i ich złapano.- wypalił ze złością patrząc na nią z góry - I tak, wczoraj Twój szef skazał ich na 16 lat więzienia. Zadowolona? - zapytał napastliwie i odszedł w boczną uliczkę zostawiając tą śmieszną łączniczkę z goblinami samą ze sobą.
Komentarze
Prześlij komentarz