Rozdział 1. Po wojnie
- Wyrok dla obojga to 15 lat i 10 miesięcy.
Sala rozpraw wypełniona była członkami Wizengamotu. Ubrani w śliwkowe szaty, o surowych twarzach, spoglądających na małżeństwo Malfoyów z najwyższą odrazą. Lucjusz Malfoy oblizał wyschnięte wargi i spojrzał na swojego obrońcę - Calverta Greengrass. Adwokat wyprostował się dumnie i powiedział:
-Najwyższy Niezależny, z uwagi na to, że pani Malfoy ukryła przed Czarnym Panem informację, że Harry Potter żyje, podczas tych strasznych wydarzeń w Zakazanym Lesie wnoszę, by złagodzono wyrok lub od niego odstąpiono.
Usiadł obok Lucjusza Malfoya i spojrzał na Narcyzę, która obracała się nerwowo na krześle, szukając wzrokiem swojego syna. Draco siedział na końcu sali, ponieważ tylko tam go wpuszczono. Kilka dni temu Wizengamot jednomyślnie oczyścił go z wszelkich zarzutów, podając mu veritaserum. Podczas działania eliksiru opowiedział jak bardzo był przerażony służbą Voldemortowi. Bał się o życie rodziców, których czarnoksiężnik regularnie na oczach syna torturował. Natomiast małżeństwo Malfoyów nie wykazało się skruchą podczas zeznań. Pan Malfoy wyznał, że owszem został śmierciożercą z uwagi na strach, ale później chciał by Voldemort przejął panowanie w świecie czarodziejów i mugoli. Na domiar złego rzucił na koniec, iż chciałby by mugole i szlamy byli pozbawieni przez Voldemorta życia, a on sam chciałby być jego prawą ręką. Przyznał się też do zabijania czarodziejów i mugoli. To ostatecznie pogrzebało jego szanse na uniewinnienie. Narcyza zeznała, że zrobiła wszystko co kazał jej mąż i bała się o syna. Nie udowodniono jej natomiast żadnego mordu.
Rozprawy odbywały się w największej sali. W kolejce do wysłuchania wyroku znajdowało się 10 śmierciożerców. Żaden nie dostał tak wysokiej kary jak Malfoyowie. Draco czuł, że to zemsta czarodziejskich praworządnych na jego rodzinie, ponieważ w Wizengamocie znajdowali się sami przyjaciele Dumbledore'a i fani Pottera, a Naczelny Mag i Minister Magii w jednym - Kingsley Shacklebolt był jednym z najlepszych aurorów i członkiem Zakonu Feniksa.
-Wyrok już ogłoszono Panie Greengrass - zagrzmiał Kingsley i uderzył młotkiem o blat. - Za chwilę zostaniecie odeskortowani do Azkabanu. Proszę pożegnać się z synem. Macie 5 minut. - zwrócił się do Malfoyów i zszedł z mównicy.
Lucjusz spojrzał przerażony na adwokata.
-Calvercie, zapłaciłem Ci, miałeś nas z tego wyciągnąć! - syknął.
-Lucjuszu, przecież widzisz, że chcą was za wszelką cenę ukarać - mruknął posępnie pan Greengrass. - Posłuchaj mnie...
-Nie to ty mnie posłuchaj... - przerwał mu Lucjusz ze złością - Masz mnie stąd wyciągnąć!
-Jest szansa na wyciagnięcie Narcyzy....- kiwnął głową w stronę żony Malfoya, która przywoływała swojego syna:
-Draco, Draco! - machała do niego szczupłą, prawie białą dłonią.
-...ale dopiero jak odsiedzi 2 lata - skończył adwokat.
Lucjusz Malfoy zaniemówił.
-T-to nie ma już szans d-dla mnie? - wyjąkał w końcu.
-Zobaczę co da się zrobić - powiedział. - Niestety teraz będziesz musiał odbyć wyrok. Nie martw się, będziemy w kontakcie. Nie ma już dementorów, więc nie będzie aż tak źle. - powiedział klepiąc pocieszająco Malfoya seniora po ramieniu i odszedł w stronę drzwi, ponieważ Draco zbliżał się już do swoich rodziców, by się z nimi pożegnać. Pan Greengrass nie przepadał za młodym Malfoyem.
Narcyza przytuliła syna do siebie. Draco czuł, że nie wie jak się zachować. Był wściekły na Wizengamot i tego gamonia Shacklebolta, ale z drugiej strony czuł, że ojciec na to zasłużył. "To wszystko przez ciebie...." - myśłał. Spojrzał w oczy matce, która płakała cicho gładząc go po włosach.
-Synu.. - powiedziała - Wszystko teraz należy do Ciebie. - Malfoy Manor, Skrytka u Gringotta, dwór w Salzburgu i mieszkanie w Londynie - wyliczała - Możesz mieć wspaniałe życie. Nie p-ppp-opełniajjj naszych bb-błędów... - łkała.
-Mamo wyciągnę Ciebie stąd. - powiedział Draco, bo już postanowił, że znajdzie matce lepszego adwokata niż ojciec dziewczyny, z którą próbowano go swatać.
-A mnie to co ? - Prychnął Lucjusz patrząc na syna ze złością.
-Słyszałeś Greengrassa - Draco wzruszył ramionami - Tylko dla mamy jest szansa.
-Dysponując odpowiednią ilością pieniędzy można dużo zdziałać - powiedział Lucjusz butnie.
Draco roześmiał się ponuro.
-Ojcze, czy ty nie widzisz, że świat wygląda teraz inaczej? Shacklebolt miałby cię wypuścić? On nienawidzi śmierciożerców, tak jak nienawidził Czarnego Pana..
-To trzeba sie pozbyć Shacklebolt'a. - powiedział Lucjusz zdawkowo.
Draco zamarł. Ojciec miał tupet! Na sali rozpraw, tuz po skazaniu, praktycznie na dożywocie, sugeruje mu by zabił Ministra Magii! Tego już za wiele! Nie powiedziawszy nic ucałował matce policzek a ojcu podał dłoń. Dwóch z Patrolu Czarodziejskiej Policji szło już po jego rodziców i wiedział, że nadchodzi chwila pożegnania.
-Będę was odwiedzał - powiedział bardziej do matki niż do ojca.
-Pamiętaj synu, wyciągnij nas stąd. - rzekł Lucjusz - Obiecaj! - Krzyknął bo już czarodzieje zabierali go w przeciwną stronę od wyjścia z sali. Draco kiwnął lekko głową, na znak, że to zrobi. W rzeczywistości postanowił, że tylko matkę wyciągnie za wszelką cenę.
Wyszedł z sali czując się staro. Od Bitwy o Hogwart minęło 6 lat. W tym czasie ukrywał się z rodzicami w wielu miejscach. Niestety aurorzy znaleźli ich ponad pół roku temu w opuszczonej posiadłości na południu Włoch. Dość szybko wyszukali wszystkich odpowiedzialnych za terror podczas krótkiego panowania Voldemorta w czarodziejskim świecie. Proces Malfoyów był ostatnim z jedenastki, która nie poległa na wojnie. Na wolności nie przebywał już ani jeden zwolennik Czarnego Pana. "Ani jeden, prócz mnie" - pomyślał. Tylko czy na pewno nim był?
-Nie - powiedział do siebie. Był zastraszony, bał się Voldemorta. Owszem pochwalał jego poglądy dotyczące czarodziejów czystej krwi, ale tego był uczony od dziecka przez rodziców - nienawidzieć szlam i mugoli a nade wszystko Dumbledore'a i Harrego Pottera. Nie był w stanie jednak nikogo zabić, zwłaszcza starca pozbawionego różdżki.
Nie wiedząc co teraz ma ze sobą zrobić zorientował się, że spaceruje po mugolskiej części Londynu. Nigdy tu nie był. Spojrzał na zegarek i postanowił, że musi wrócić do domu przed nocą. Nie ruszył się jednak z miejsca. Usiadł na ławce w parku i obserwował jak dziecko, na oko 8 letnie jeździ na śmiesznym urządzeniu z dwoma kołami. Gdzieś nad sobą usłyszał ryk. Poderwał głowę gwałtownie, myśląc, że to smok. Ujrzał nad sobą coś na kształt muchy. Gdy to coś zbliżyło się, zauważył, że są to dwie rurki ze skrzydłami złączone ze sobą, a po obu stronach skrzydeł migotało pomarańczowe światło. Stwór zbliżał się jakby do ziemi, wciąż jednak pozostając wysoko i wydając z siebie ryk. Dziecko zatrzymało swój pojazd i krzyknęło w stronę rodziców:
-Mamo, tato! Samolot! - i wskazał na ową ryczącą muchę na niebie.
-Samolot.... - mruknął Draco i z fascynacją przyglądał się mu jak zbliża się ku ziemi i niknie za gęstymi drzewami i wysokimi londyńskimi budynkami. Draco siedział tak w parku do wieczora. Zaczęło już padać, więc wstał ciężko i deportował się za śmietnikiem, by nikt go nie widział. Wszedł do Malfoy Manor i usiadł na kanapie w obszernym salonie, ozdobionym pięknymi obrazami i dywanami.
-Skórko! - zawołał.
Trzask! Przed nim aportował się dość młody skrzat płci damskiej ubrany w schludną butelkowozieloną sukienkę. Czarne, bujne włosy miała spięte białą kokardą. Cztery lata po wojnie w Ministerstwie Magii wydano specustawę zabraniającą poniżania skrzatów domowych poprzez dawanie im brudnych, postrzępionych ubrań. Skrzaty miały teraz prawo do nowego ubrania raz do roku, do zapłaty - jeśli tego chciały, oraz ustawa nakazywała ich panom używania uprzejmych słów, gdy się do nich zwracano. Ponadto surowo karano użycie zaklęć na skrzatach oraz przekonywano ich do nie karania się za niewykonane prośby.
-Skórko, przygotuj mi proszę kolację.
-Tak jest Paniczu Draco - Skórka ukłoniła się nisko - Na co Pan ma ochotę? - zerknęła na swojego Pana z uwielbieniem.
-Obojętnie, coś aby przeżyć - rzucił Malfoy - Proszę - dodał pamiętając o jej prawach.
Skrzatka skłoniła się nisko i wyszła z salonu. Po pół godzinie przyniosła Malfoyowi miskę francuskiej zupy cebulowej i kawałek ośmiornicy. Malfoy zjadł i udał się do swojego pokoju. Dom był pusty już od jakiegoś czasu, ponieważ jego rodzice pół roku spędzili w areszcie czekając na proces, a już wcześniej opuścili Malfoy Manor ukrywając się przed aurorami. Jednak teraz czuł się w nim wyjątkowo samotny, bo docierało do niego, że jego rodzice nie ujrzą światła dziennego przez prawie 16 lat. Draco położył się na łóżku i zaczął wspominać jak do tego wszystkiego doszło...Otóż dwa miesiące po wojnie Ministrem Magii i Najwyższym Magiem Wizengamotu został Kingsley Shacklebolt. Zaczęło się polowanie na śmierciożerców. Aurorzy i pozostali pracownicy Ministerstwa musieli przejść przesłuchanie prowadzonego przez samego Ministra. Podobno podawał im veritaserum by nie tracić czasu na domysły, kto naprawdę jest po jego stronie. Kiedy wyeliminował wszystkich, którzy przyznali się do popierania Ciemnych Mocy otoczył się ludźmi z Zakonu Feniksa, a kiedy słynne trio ukończyło Hogwart zatrudnił ich w Ministerstwie. Potter został aurorem, Weasleyowi sie nie udało i skończył jako pomagier w sklepie jego brata. Granger natomiast pracuje w Depertamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami, gdzie przyczyniła się do poprawy życia skrzatów domowych. Owa specustwa, która gwarantuje im tyle przywilejów to właśnie jej dzieło. Longbottom również został aurorem razem z Pansy Parkinson i Dafne Greengrass. Rodzice Astorii i Dafne wywinęli się Shackleboltowi. Draco nie miał pojęcia jak, ponieważ sam widział jak Calvert Greengrass stał w szeregach Voldemorta. Nie było go co prawda na wojnie, ponieważ zabrał córki z Hogwartu i uciekł zanim się ona rozpoczęła. Widocznie to zagwarantowało mu wolność. Astoria również pracuje w Ministerstwie. Ojciec wepchnął ją do Wizengamotu, chociaż Draco wiedział, że ona sama planuje zostać aurorem. Draco westchnął na myśl o Astorii i ich przeszłości. Byli ze sobą kilka miesięcy, a ona czując, że jej chłopak nie darzy jej uczuciem uciekła od niego i przestała się z nim komunikować. Miała rację - Draco nigdy jej nie kochał. Od dziecka oswajano go z tą myślą, że wyjdzie za starszą siostrę Astorii - Dafne. Jednakże gdy zaczęli ze sobą rozmawiać oboje odkryli, że nie mają ze sobą nic wspólnego. Dafne nie jest przeciwna szlamom ani mugolom. Nienawidzi czarnoksiężników i jest jedną z najlepszych aurorek - prawą ręką Pottera. Draco podejrzewał ją o uczucie do Pottera, ale nigdy jej o to nie zapytał. Astoria natomiast zawsze chciała zostać aurorem. Jednak posłuszna swojemu ojcu została pracownicą Depertamentu Przestrzegania Prawa czarodziejów a potem sędzią. Widział ją dziś na sali rozpraw. Obojętnie patrzyła na to co się na niej dzieje jakby myślami była w innym miejscu. Ani razu nie spojrzała na niego, a gdy Shacklebolt skończył rozprawę od razu zebrała się z ławy i wyszła.
Pozostali znajomi Draco ze szkoły też daleko zaszli - Zabini został modelem, Teodor Nott sławnym reporterem Proroka Codziennego. Zasłynął między innymi tym, że wydał Ministerstwu swoich rodziców. Draco wiedział, że zrobił to dlatego, że bał się swojego ojca. Teodor nie miał w sobie nic ze śmierciożercy, a jego rodzice przedstawili jego kandydaturę na jednym z posiedzeń Voldemorta w Malfoy Manor. Draco sam w nim uczestniczył. Voldemort z ochotą zgodził się przyjąć go w swoje szeregi, lecz Teodor nie zdążył ubrać szaty śmierciożercy, ponieważ dwa dni później wybuchła bitwa w Hogwarcie.
Draco ziewnął. Nie chciało mu się już myśleć o swoich znajomych ze szkoły. I tak żadnego z nich nie spotykał. Sam pracował w Banku Gringotta, gdzie na szczęście nie musiał widywać się z klientami. Dano mu nudną posadę księgowego i zastępcy Strażnika Skarbów. Sam postanowił się z tej pracy wymigać otwierając swoją firmę z różdżkami. Wiedział, że Ollivander długo już nie pożyje a różdżki zawsze go bardzo interesowały. Musiał jednak poczekać aż zły wydźwięk, który przynosiło mu w tych czasach jego nazwisko, nieco złagodniał. Firma syna skazanego śmierciożercy nie byłaby teraz sukcesem.
-Oj nie... - mruknął do siebie Draco i zasnął.
Komentarze
Prześlij komentarz